Zmiany
brak opisu edycji
Nastąpiły dwie potężne eksplozje w krótkim odstępie czasu. Trzony AZ zatrzymały się, choć nie przebyły nawet połowy swej drogi. Reszty drogi, już nie było.
O 1:23 i czterdzieści siedem sekund reaktor został zniszczony w wyniku eksplozji termicznej, wywołanej nagłym skokiem emisji neutronów opóźnionych. To krach, katastrofa najwyższego rzędu , jaka może dotyczyć elektrowni atomowychatomowej. Nikt jej nie przewidywał, nikt się do niej nie przygotowywał, nie było żadnych ustalonych z góry przedsięwzięć procedur technicznych , co czynić w takiej sytuacji. Więc nikt ich takich działań nie zorganizowałpodjął.
Zamieszanie, niezrozumienie i pełne zaskoczenie, co i jak to się stało, długo panoszyło się w naszych umysłach. Nawał spraw wagi życia i śmierci napełniły napełnił nas, wyparły wyparł wszystkie inne myśli z głowy.
Patrząc w przeszłość nie wiem i nie umiem powiedzieć, czy to dawno (przeszło pięć lat temu) czy niedawno: wszystko do tej pory stoi przed moimi oczami – z pełną odpowiedzialnością konstatuję, że zrobiliśmy wszystko co możliwe w tej ekstremalnej sytuacji. Nic więcej uczynić rady się nie dało. Nie było paniki, ani chorej psychozy. Żaden człowiek nie porzucił swego miejsca pracy dobrowolnie, wszyscy wyruszyli na ratunek. Wszyscy wyszliśmy z tego okaleczeni ciężkimi ranami na zdrowiu – dla wielu ciągnącymi się do końca życia.
Należy podkreślić, że to byli specjaliści, świadomi niebezpieczeństwa zaistniałej sytuacji. Ale się nie lękali. Nigdy nie można zapomnieć, o ich fachowej, dzielnej, na granicy poświęcenia, pracy po awarii. Nie stawiam sobie za zadanie badanie takiego zachowania, nie chcę śledzić „cienkość” oceniać mentalności ludzkiego umysłu w skrajnych sytuacjach. To temat dla bardziej wykwalifikowanego pisarza. Moje zadanie jest prostsze – pokazać, jak ludzie zachowali się w tej sytuacji, pokazać ich ogromny hart ducha. Czy było to spowodowane związkiem z energią atomową , czy z jakiegokolwiek innego powodu.
Mówić praktycznie będę tylko o przeszłości, starannie trzymając się faktów. Wszystkie informacje tu zawarte mogę potwierdzić dokumentami lub podać miejsce znajdowania się źródeł. Wszystko precyzyjnie. Kwestia dotyczy wielu ludzi z różnych pokoleń. Dość wymysłów. Nie widzę u siebie daru pisania i nigdy nie sięgnął bym sięgnąłbym za pióro, jednak minęło już pięć lat, a nadal nie ma wierzytelnego opisu wydarzeń i przyczyn. Należy w końcu oddać hołd poległym (a raczej – zabitym) kolegom.
:Uchwałą prokuratury:
Ich też by pewnie posądzili i skazali, na pewno, gdyby nie umarli. Oni już się nie obronią. To przecież nic, że ich krewnym ciągle prokuratura przypomina: wasz syn, ojciec, mąż – to przestępca, pamiętajcie! To grzebanie dobrego imienia zmarłych. Prawda nie leży w ich naturze.
Nie, nie milczałem te pięć lat. Nie uznając ani siebie, Anie ani personelu winnym winnymi za eksplozję reaktora pisałem , opisałem dokładne techniczne uzasadnienie całego owego zajścia. Gdzie? Łatwiej odpowiedzieć, gdzie nie pisałem. Wszystko na nic. Tylko R.P. Siergienko w swoim filmie i ukraińska gazeta „Komsomolski sztandar” dały możliwość wypowiedzenia się. Naturalnie, przez ograniczony czas filmu i miejsca w gazecie nie da rady wyjaśnić tak zawiłego problemu. Piszę to i myślę, czy da rady radę go wydrukować?
Interesująco kształtuje się to w naszym błogosławionym kraju! Jak jedni otrzymują dostęp do swobodnej wypowiedzi w gazetach, czasopismach, tak innym ta możliwość jest zabrana. Nie wiem, może to tak należy. Po co różne poglądy na jeden i ten sam problem? Prawda jest jedna. Byłem w Niemczech – tam znaleźli możliwość zorganizowania prawie półgodzinnej emisji w telewizji, napisali artykuł w gazecie. I to bez jakiejkolwiek inicjatywy z mojej strony.
W październiku 1900 roku przeczytałem referat grupy specjalistów z MAGATE, wydany w 1986 roku po informacji radzieckich naukowców w Wiedniu o przyczynach katastrofy czarnobylskiej. Ponieważ sowiecki komitet informacyjny na czele z akademikiem W.A. Legasowem nie miał za priorytet głoszenia prawdy, oczerniając personel i przemilczając ważne fakty, to i referat MAGATE zawierał poważne nieprawidłowości. Uwagi co do treści oficjalnego komunikatu skierowałem do dyrektora MAGATE pana H. Blixa. No, i co z tym upomnieniem. Jakimś cudem dostały się w ręce redaktora czasopisma „Nuclear Engineering” i to właśnie on w liście do mnie zaproponował napisanie artykuł, który został wydany w 1995 roku. Bo jak normalni ludzie, oni chcą się uczyć na cudzych błędach. A my, nie chcemy się uczyć nawet na swoich…