Zmiany
Literówki.
26 kwietnia 1986 roku o 1:23 i czterdzieści sekund kierownik zmiany bloku №4 CzAES Aleksander Akimow nakazał „wyciszyć” reaktor po zakończeniu pracy, w związku z zaplanowanym gruntownym remontem bloku. Rozkaz oddany jest w spokoju, praca przebiega bez zakłóceń, system centralizowanej kontroli nie pokazuje żadnych podejrzanych parametrów reaktora lub obsługujących go systemów. Operator reaktora Leonid Toptunow zdjął ochronkę z przycisku procedury AZ, która chroniła przed przypadkowym naciśnięciem, i uruchomił proceder. Po sygnale 187 prętów reaktora zostało opuszczonych do strefy aktywnej. Na monitorze zapaliły się czerwone diody i strzałki na skorowidzu, wskazujące położenie prętów. Aleksander Akimow obserwował to stojąc wpół obrócony do kierownika obsługi reaktora. W pewnym momencie zauważył, że „zajączki” wskaźników balansu AR „rzuciły się w lewo” (jego wyrażenie), co oznaczało znaczne obniżenie mocy reaktora. Akimow odwrócił się ku panelu bezpieczeństwa, skąd później obserwował przeprowadzanie eksperymentu.
Ale później stało się to, czego najśmielsza fantazja nie mogła przewidzieć. Po niewielki, niewielkim spadku mocy, reaktor raptownie zaczął ją zwiększać uruchamiając wszelakie sygnały alarmowe. Leonid Toptunow zaalarmował o niebezpiecznym skoku mocy. Ale nic nie mógł zrobić – to przerosło jego siły. Jedyne co mógł uczynić, uczynił – powstrzymał wejście części prętów kontrolnych do aktywnej strefy reaktora, uruchomionych w procedurze AZ. Nie miał żadnej innej możliwości. On i nikt inny, nigdzie indziej. Aleksander Akimow rozkazał stanowczo: „Wyłącz reaktor!”. Podskoczył do pilota odciął prąd od elektromagnetycznych muf trzonów SUZ-u. Działanie ofiarne, aczkolwiek daremne. Przecież procedura SUZ, czyli wszystkie jej elementy pracowały zgodnie z logiką przeznaczenia. Teraz było jasne – po naciśnięciu przycisku AZ nic nie można było zrobić, nie było ratunku. Wszystko odmówiłozawiodło!
Nastąpiły dwie potężne eksplozje, z w krótkim odstępem odstępie czasu. Trzony AZ zatrzymały się, choć nie przeszły przebyły nawet połowy swej drogi. Reszty drogi, już nie było.
O 1:23 i czterdzieści siedem sekund reaktor został zniszczony w wyniku eksplozji termicznej, wywołanej nagłym skokiem emisji neutronów opóźnionych. To krach, katastrofa najwyższego rzędu jaka może dotyczyć elektrowni atomowych. Nikt jej nie przewidywał, nikt się do niej nie przygotowywał, nie było żadnych ustalonych z góry przedsięwzięć technicznych co czynić w takiej sytuacji. Więc nikt ich nie zorganizował.