Proces Czarnobylski: Różnice pomiędzy wersjami

Z Czarnobyl Wiki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Linia 1: Linia 1:
 
[[Plik:Proces.PNG|mały|Od lewej: dyrektor elektrowni [[Wiktor Briuchanow]], jego zastępca ds. bloków 3 i 4 [[Anatolij Diatłow]] oraz naczelny inżynier [[Nikołaj Fomin]] podczas ogłoszenia wyroków skazujących.]]
 
[[Plik:Proces.PNG|mały|Od lewej: dyrektor elektrowni [[Wiktor Briuchanow]], jego zastępca ds. bloków 3 i 4 [[Anatolij Diatłow]] oraz naczelny inżynier [[Nikołaj Fomin]] podczas ogłoszenia wyroków skazujących.]]
 
[[Plik:HwzDJJj.jpg|mały|Główni oskarżeni: [[Wiktor Briuchanow]], [[Anatolij Diatłow]] oraz [[Nikołaj Fomin]] na ławie oskarżonych podczas trwania procesu.]]
 
[[Plik:HwzDJJj.jpg|mały|Główni oskarżeni: [[Wiktor Briuchanow]], [[Anatolij Diatłow]] oraz [[Nikołaj Fomin]] na ławie oskarżonych podczas trwania procesu.]]
'''Proces Czarnobylski'''  – sądowe postępowanie karne prowadzone od 7 do 29 lipca 1987 roku przeciwko osobom odpowiedzialnym za awarię bloku IV [[Czarnobylska Elektrownia Jądrowa|Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej]], 26 kwietnia 1986 roku toczone przed Sądem Najwyższym ZSRR w Moskwie.
+
'''Proces Czarnobylski'''  – sądowe postępowanie karne prowadzone od 7 do 29 lipca 1987 roku przeciwko osobom odpowiedzialnym za awarię bloku IV [[Czarnobylska Elektrownia Jądrowa|Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej]], 26 kwietnia 1986 roku toczone przed Sądem Najwyższym ZSRR w Moskwie<ref name=":0">http://articles.latimes.com/1987-07-08/news/mn-2679_1_chernobyl-plant</ref>.
  
 
== Geneza ==
 
== Geneza ==
W niespełna cztery miesiące po awarii, przebieg oraz jej przyczyny zostały zawarte w sfabrykowanym, 370 stronicowym raporcie, przedstawionym ekspertom Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Trwający bez przerwy, pięciogodzinny referat wzbudził wielkie zainteresowanie pięćset osobowego gremium i uzyskał aprobatę nie tylko ekspertów Agencji, lecz także szerokiego kręgu specjalistów na świecie. Wynikała bowiem z niego jak się wydawało, logiczna sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do katastrofy. Przyjęli ją owacją na stojąco. Zachwycone były także media. Tytuł jednej z wiedeńskich gazet głosił: „Nareszcie radzieccy uczeni mówią prawdę.”
+
Cztery miesiące po awarii, przebieg oraz jej przyczyny zostały zawarte w sfabrykowanym, 370 stronicowym raporcie przedstawionym ekspertom Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Trwający ponad pięć godzin referat został przyjęty owacjami na stojąco gdyż wzbudził duże zainteresowanie pięćset osobowego gremium słuchaczy i uzyskał aprobatę nie tylko ekspertów MAEA. Wynikała bowiem z niego jak się wtedy wydawało logiczna sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do katastrofy. Również zachodnie media były pod wrażeniem jak się początkowo wydawało rzetelnością i wiarygodnością raportu. Tytuł jednej z wiedeńskich gazet głosił: „''Nareszcie radzieccy uczeni mówią prawdę.''
  
Uwiarygodniała ją również osoba referenta, wybitnego uczonego, wicedyrektora Instytutu Energii Atomowej im. I. W. Kurczatowa, akademika Walerego Legasowa. Był chemikiem, nie zajmował się w żadnym stopniu reaktorami typu czarnobylskiego. Zapewne jednak nie mógł odmówić powierzonego mu zadania. Tym bardziej, iż wchodził w skład państwowej komisji do zbadania katastrofy i ofiarnie – w ciągu prawie trzech miesięcy – uczestniczył w akcji jej likwidacji, podczas której został silnie napromieniony.
+
Treść raportu uwiarygodniała również sama osoba referenta, wybitnego uczonego, wicedyrektora Instytutu Energii Atomowej im. I. W. Kurczatowa, akademika [[Walery Legasow|Walerego Legasowa]]. Mimo iż z wykształcenia był chemikiem, to  jak dotąd nie zajmował się on w żadnym stopniu reaktorami typu RBMK a włączenie jego osoby w skład państwowej komisji ds. zbadania katastrofy i jej ofiar wynikało z jego międzynarodowego autorytetu i wcześniejszego trzymiesięcznego uczestnictwa w akcji likwidacyjnej, podczas której został silnie napromieniony.
  
Świadome, jak dziś wiemy, przedstawienie niezgodnych z prawdą wydarzeń, pozwoliło obciążyć całą winą za katastrofę personel elektrowni, zdyskredytować go w opinii publicznej, ochronić przed odpowiedzialnością – wysoko postawionych w partyjnej hierarchii – uczonych, i tym sposobem nie dopuścić do zachwiania przekonania o prymacie sowieckiej nauki w świecie.
+
Obecnie, w oparciu o większą ilość danych można stwierdzić że przedstawienie w treści raportu niezgodnych z prawdą wydarzeń, pozwoliło obciążyć całą winą za katastrofę personel elektrowni, zdyskredytować go w opinii publicznej, ochronić przed odpowiedzialnością – wysoko postawionych w partyjnej hierarchii – uczonych, i tym sposobem nie dopuścić do zachwiania przekonania o prymacie sowieckiej nauki w świecie.
  
 
== Zarzuty ==
 
== Zarzuty ==
 +
Sąd wprawdzie postanowił wszcząć osobne postępowanie w odniesieniu do osób odpowiedzialnych za projekt reaktora, jednakże do tego nigdy nie doszło. Władza nie była zainteresowana w rozszerzaniu śledztwa, gdyż wyświetlanie technicznych przyczyn awarii mogło się przyczynić do dyskredytacji sowieckiej atomowej energetyki.
  
 
== Oskarżeni ==
 
== Oskarżeni ==
 +
Na ławie oskarżonych znaleźliby się niechybnie także starszy operator reaktora, dwudziestosześcioletni inżynier Leonid Toptunow i kierownik zmiany bloku Aleksander Akimow, którym owej tragicznej nocy przyszło sterować reaktorem. Nie doszło do tego tylko z powodu ich męczeńskiej śmierci, którą – po dwóch tygodniach od wybuchu reaktora -ponieśli w moskiewskiej 6 klinice.Żony zmarłych operatorów: Akimowa i Toptunowa otrzymały zawiadomienie, że, w związku z zaistniałą sytuacją, postępowanie przeciwko ich mężom nie będzie podjęte ch żony zostały zawiadomione listownie, iż w zaistniałych okolicznościach żadne postępowanie przeciw nim nie zostanie wszczęte. Umarli wskutek porażenia ogromnymi dawkami promieniowania. Pozostawali na swych stanowiskach nawet wówczas, gdy już się skręcali z wymiotów… Toptunowowi nie pomógł także przeszczep- ofiarowanego mu przez ojca – szpiku, a Akimowowi – szpik brata – bliźniaka.
  
 
== Proces ==
 
== Proces ==
 
+
Atmosfera wokół sądu przypominała rozprawę nad kryminalistami: główną ulicę, prowadzącą do odremontowanego na tę okazję Domu Kultury, przegrodzono barierkami, zwiększono liczbę patroli. Było w tym coś z ponurej kafkowskiej scenerii: proces przy drzwiach otwartych, w silnie skażonej substancjami promieniotwórczymi, ogrodzonej drutem kolczastym zamkniętej strefie o promieniu 30 km. Władza działała zgodnie z duchem powziętej – po dwóch miesiącach od wybuchu reaktora – decyzji o nie rozgłaszaniu szczegółów awarii, wyników leczenia ludzi i stopnia porażenia promieniowaniem osób biorących udział w likwidacji jej skutków.
== Wyrok ==
 
 
 
W 1987 r. Kolegium Sądu Najwyższego ZSRR ds. karnych w procesie pokazowym uznało winnymi katastrofy: dyrektora elektrowni - Wiktora Briuchanowa, naczelnego inżyniera - Nikołaja Fomina, zastępcę naczelnego inżyniera - Anatolija Diatłowa, kierownika zmiany - Borysa Rogożkina,kierownika działu reaktorowego - Aleksandra Kowalenko, inspektora Państwowego Dozoru Jądrowego - Jurija Łauszkina. Na mocy artykułu 44 wszystkich pozbawiono prawa do apelacji. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Wszyscy zostali skazani na kary pozbawienia wolności na okresy o różnej długości, i według opinii współobywateli ponoszą ciężką moralną odpowiedzialność za największą katastrofę XX wieku.
 
 
 
Za "Czarnobyl" zostali skazani: Wiktor Briuchanow - dyrektor elektrowni - na 10 lat więzienia, Nikołaj Fomin - naczelny inżynier oraz Anatolij Diatłow - jego zastępca ds. bloków 3 i 4 - także na 10 lat, Borys Rogożkin - kierownik feralnej zmiany - na 5 lat, Aleksander Kowalenko - szef drugiego działu reaktorów - na 3 lata i Jurij Łauszkin - inspektor bezpieczeństwa oddelegowany do Czarnobyla - na 2 lata. Żony zmarłych operatorów: Akimowa i Toptunowa otrzymały zawiadomienie, że, w związku z zaistniałą sytuacją, postępowanie przeciwko ich mężom nie będzie podjęte
 
 
 
Zaczesane w tył siwe włosy, wąsy, przenikliwy, zimny wzrok - oto Wiktor Briuchanow; o swoim procesie mówił tak: "Nie, nie jestem winny. Wiem, że scenariusz został przygotowany przez władze wyższe. Wszystko przebiegło zgodnie z tym scenariuszem".
 
 
 
Sfabrykowano więc oskarżenie i postawiono przed sądem wyselekcjonowaną grupę kozłów ofiarnych, w tym m.in.: Wiktora Briuchanowa – dyrektora elektrowni, Nikołaja Fomina – naczelnego inżyniera, Anatolija Diatlowa – zastępcę naczelnego inżyniera, A. Kowałenko – kierownika zmiany elektrowni i J. Łauszkina – inspektora dozoru państwowego.
 
 
 
Na ławie oskarżonych znaleźliby się niechybnie także starszy operator reaktora, dwudziestosześcioletni inżynier Leonid Toptunow i kierownik zmiany bloku Aleksander Akimow, którym owej tragicznej nocy przyszło sterować reaktorem. Nie doszło do tego tylko z powodu ich męczeńskiej śmierci, którą – po dwóch tygodniach od wybuchu reaktora -ponieśli w moskiewskiej 6 klinice.
 
 
 
Ich żony zostały zawiadomione listownie, iż w zaistniałych okolicznościach żadne postępowanie przeciw nim nie zostanie wszczęte. Umarli wskutek porażenia ogromnymi dawkami promieniowania. Pozostawali na swych stanowiskach nawet wówczas, gdy już się skręcali z wymiotów… Toptunowowi nie pomógł także przeszczep- ofiarowanego mu przez ojca – szpiku, a Akimowowi – szpik brata – bliźniaka.
 
 
 
Atmosfera wokół sądu przypominała rozprawę nad kryminalistami: główną ulicę, prowadzącą do odremontowanego na tę okazję Domu Kultury, przegrodzono barierkami, zwiększono liczbę patroli. Było w tym coś z ponurej kafkowskiej scenerii: proces przy drzwiach otwartych, w silnie skażonej substancjami promieniotwórczymi, ogrodzonej drutem kolczastym zamkniętej strefie o promieniu 30 km.
 
 
 
Władza działała zgodnie z duchem powziętej – po dwóch miesiącach od wybuchu reaktora – decyzji o nie rozgłaszaniu szczegółów awarii, wyników leczenia ludzi i stopnia porażenia promieniowaniem osób biorących udział w likwidacji jej skutków.
 
  
 
Na rozprawę dopuszczono 36 sowieckich korespondentów i 13 zagranicznych, lecz wyłącznie na dwie sesje: otwarcia i zamknięcia. Nie był to już jednakże okres kapturowych procesów lat trzydziestych. Pozostało wszakże z owych czasów bezprawia, głęboko zakorzenione przeświadczenie o potrzebie skazywania niewinnych, gdy wymagało tego „dobro sprawy”, tzn. za wszelką cenę nie dopuścić do „oskarżenia” sowieckiej nauki.
 
Na rozprawę dopuszczono 36 sowieckich korespondentów i 13 zagranicznych, lecz wyłącznie na dwie sesje: otwarcia i zamknięcia. Nie był to już jednakże okres kapturowych procesów lat trzydziestych. Pozostało wszakże z owych czasów bezprawia, głęboko zakorzenione przeświadczenie o potrzebie skazywania niewinnych, gdy wymagało tego „dobro sprawy”, tzn. za wszelką cenę nie dopuścić do „oskarżenia” sowieckiej nauki.
Linia 44: Linia 29:
 
Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Sąd skazał W. Briuchanowa, N. Fomina, A. Diatłowa na dziesięć, B. Rogożkina (kierownika zmiany elektrowni, tej fatalnej nocy)- na pięć, A. Kowałenko – na trzy, a J. Łauszkina – na dwa lata pozbawienia wolności. Skazanych więzili, jak kryminalistów. Dyrektora Briuchanowa skierowano do kolonii karnej. Siedział wspólnie z pospolitymi przestępcami i kryminalistami, w otoczonym drutem kolczastym baraku z trzypiętrowymi pryczami.
 
Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Sąd skazał W. Briuchanowa, N. Fomina, A. Diatłowa na dziesięć, B. Rogożkina (kierownika zmiany elektrowni, tej fatalnej nocy)- na pięć, A. Kowałenko – na trzy, a J. Łauszkina – na dwa lata pozbawienia wolności. Skazanych więzili, jak kryminalistów. Dyrektora Briuchanowa skierowano do kolonii karnej. Siedział wspólnie z pospolitymi przestępcami i kryminalistami, w otoczonym drutem kolczastym baraku z trzypiętrowymi pryczami.
  
 +
== Wyrok ==
 +
 +
29 lipca 1987 roku po trwającym blisko 22 dni postępowaniu sądowym Kolegium Sądu Najwyższego ZSRR ds. karnych uznało winnymi katastrofy: dyrektor elektrowni - [[Wiktor Briuchanow]] 10 lat więzienia, naczelnego inżyniera - [[Nikołaj Fomin]], zastępcę naczelnego inżyniera  jego zastępca ds. bloków 3 i 4 [[Anatolij Diatłow]] - 10 lat, kierownika zmiany - [[Borys Rogożkin]] 5 lat,kierownika drugiego działu reaktorowego 3 lata - [[Aleksander Kowalenko]], inspektora Państwowego Dozoru Jądrowego oddelogowanego do czarnobyla 2 klata - [[Jurij Łauszkin]]. Na mocy artykułu 44 wszystkich pozbawiono prawa do apelacji. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. 
 +
 +
=== Reakcja oskarżony na wyrok ===
 +
Zaczesane w tył siwe włosy, wąsy, przenikliwy, zimny wzrok - oto Wiktor Briuchanow; o swoim procesie mówił tak: "Nie, nie jestem winny. Wiem, że scenariusz został przygotowany przez władze wyższe. Wszystko przebiegło zgodnie z tym scenariuszem".
 +
 +
"With so many human deaths, I cannot say I am completely innocent," said Anatoly Dyatlov, 57, a former deputy chief engineer who was the only defendant who showed emotion at the trial. The former director, Viktor Bryukhanov, 51, told the court he was not guilty of safety violations but acknowledged that he had abused his powers.<ref name=":0" />
 +
 +
== Dalsze losy oskarżonych ==
 
Los inż. Fomina był jeszcze cięższy: kilka lat odbywał wyrok w psychiatrycznym więziennym szpitalu . Nie pomogła diagnoza Instytutu Ogólnej Psychiatrii Sądowej im. prof. W.P. Serbskiego, kwalifikująca skazanego do zwolnienia od odbywania kary. A i pozostałym więźniom nie powodziło się zapewne lepiej.
 
Los inż. Fomina był jeszcze cięższy: kilka lat odbywał wyrok w psychiatrycznym więziennym szpitalu . Nie pomogła diagnoza Instytutu Ogólnej Psychiatrii Sądowej im. prof. W.P. Serbskiego, kwalifikująca skazanego do zwolnienia od odbywania kary. A i pozostałym więźniom nie powodziło się zapewne lepiej.
  
Linia 55: Linia 50:
  
 
Dwa lata później – na znak protestu przeciw sfingowanemu procesowi – wystąpił z partii.
 
Dwa lata później – na znak protestu przeciw sfingowanemu procesowi – wystąpił z partii.
 
Sąd wprawdzie postanowił wszcząć osobne postępowanie w odniesieniu do osób odpowiedzialnych za projekt reaktora, jednakże do tego nigdy nie doszło. Władza nie była zainteresowana w rozszerzaniu śledztwa, gdyż wyświetlanie technicznych przyczyn awarii mogło się przyczynić do dyskredytacji sowieckiej atomowej energetyki.
 
  
 
W świetle obecnego stanu wiedzy, praktycznie wszystkie zarzuty odnośnie do błędnego lub niezgodnego z zasadami postępowania operatorów zostały również zrewidowane. Większość była bowiem sformułowana w perfidny sposób: na podstawie domniemanego pogwałcenia zasad, które wprowadzono do regulaminu dopiero po awarii. Anatolij Diatłow, po odsiedzeniu czterech lat więzienia, w emocjonalnym piśmie do MAEA podnosił m. in. i tę kwestię.
 
W świetle obecnego stanu wiedzy, praktycznie wszystkie zarzuty odnośnie do błędnego lub niezgodnego z zasadami postępowania operatorów zostały również zrewidowane. Większość była bowiem sformułowana w perfidny sposób: na podstawie domniemanego pogwałcenia zasad, które wprowadzono do regulaminu dopiero po awarii. Anatolij Diatłow, po odsiedzeniu czterech lat więzienia, w emocjonalnym piśmie do MAEA podnosił m. in. i tę kwestię.
  
 
Postanowił dać świadectwo prawdzie i zainicjować kampanię oczyszczania siebie, swych kolegów i podwładnych (niektórych już pośmiertnie) – od bezpodstawnego zarzutu winy o spowodowanie katastrofy. Zapewne nikt lepiej od niego nie orientował się w sytuacji jaka owej fatalnej nocy zaistniała na reaktorze czwartego bloku. Był przecież odpowiedzialny za przebieg przeprowadzanego wówczas eksperymentu.
 
Postanowił dać świadectwo prawdzie i zainicjować kampanię oczyszczania siebie, swych kolegów i podwładnych (niektórych już pośmiertnie) – od bezpodstawnego zarzutu winy o spowodowanie katastrofy. Zapewne nikt lepiej od niego nie orientował się w sytuacji jaka owej fatalnej nocy zaistniała na reaktorze czwartego bloku. Był przecież odpowiedzialny za przebieg przeprowadzanego wówczas eksperymentu.
 +
 +
Dzisiaj, po tylu kłamstwach i przemilczeniach, już bardzo trudno ustalić, w jakim stopniu winę za awarię ponosili operatorzy. Po katastrofie nie tylko Rosjanie, ale i eksperci zachodni uznali, że zawinił człowiek. Z biegiem czasu opinia światowa nie była już tak jednomyślna. Odkryto wiele wypaczeń, błędnych interpretacji, przyznano, że reaktor nie odpowiadał normom bezpieczeństwa. W roku 1993 poddano rewizji sporządzony siedem lat wcześniej raport INSAG-1, w którym całą winą obarczono operatorów. Raport INSAG-7 złagodził ton, podniósł sprawę wadliwej konstrukcji reaktora, ale nie oczyścił z zarzutów Diatłowa, Akimowa i Toptunowa. Skazani nie mogli się jednak pogodzić z karą.<ref>{{Cytuj stronę|url=http://czarnobyl.c10.pl/osoby.php|tytuł=|autor=|data dostępu=|opublikowany=|język=}}</ref>
  
 
== Uwagi ==
 
== Uwagi ==

Wersja z 23:15, 18 lut 2017

Błąd przy generowaniu miniatury Brak pliku
Od lewej: dyrektor elektrowni Wiktor Briuchanow, jego zastępca ds. bloków 3 i 4 Anatolij Diatłow oraz naczelny inżynier Nikołaj Fomin podczas ogłoszenia wyroków skazujących.
Błąd przy generowaniu miniatury Brak pliku
Główni oskarżeni: Wiktor Briuchanow, Anatolij Diatłow oraz Nikołaj Fomin na ławie oskarżonych podczas trwania procesu.

Proces Czarnobylski – sądowe postępowanie karne prowadzone od 7 do 29 lipca 1987 roku przeciwko osobom odpowiedzialnym za awarię bloku IV Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, 26 kwietnia 1986 roku toczone przed Sądem Najwyższym ZSRR w Moskwie[1].

Geneza

Cztery miesiące po awarii, przebieg oraz jej przyczyny zostały zawarte w sfabrykowanym, 370 stronicowym raporcie przedstawionym ekspertom Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Trwający ponad pięć godzin referat został przyjęty owacjami na stojąco gdyż wzbudził duże zainteresowanie pięćset osobowego gremium słuchaczy i uzyskał aprobatę nie tylko ekspertów MAEA. Wynikała bowiem z niego jak się wtedy wydawało logiczna sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do katastrofy. Również zachodnie media były pod wrażeniem jak się początkowo wydawało rzetelnością i wiarygodnością raportu. Tytuł jednej z wiedeńskich gazet głosił: „Nareszcie radzieccy uczeni mówią prawdę.

Treść raportu uwiarygodniała również sama osoba referenta, wybitnego uczonego, wicedyrektora Instytutu Energii Atomowej im. I. W. Kurczatowa, akademika Walerego Legasowa. Mimo iż z wykształcenia był chemikiem, to jak dotąd nie zajmował się on w żadnym stopniu reaktorami typu RBMK a włączenie jego osoby w skład państwowej komisji ds. zbadania katastrofy i jej ofiar wynikało z jego międzynarodowego autorytetu i wcześniejszego trzymiesięcznego uczestnictwa w akcji likwidacyjnej, podczas której został silnie napromieniony.

Obecnie, w oparciu o większą ilość danych można stwierdzić że przedstawienie w treści raportu niezgodnych z prawdą wydarzeń, pozwoliło obciążyć całą winą za katastrofę personel elektrowni, zdyskredytować go w opinii publicznej, ochronić przed odpowiedzialnością – wysoko postawionych w partyjnej hierarchii – uczonych, i tym sposobem nie dopuścić do zachwiania przekonania o prymacie sowieckiej nauki w świecie.

Zarzuty

Sąd wprawdzie postanowił wszcząć osobne postępowanie w odniesieniu do osób odpowiedzialnych za projekt reaktora, jednakże do tego nigdy nie doszło. Władza nie była zainteresowana w rozszerzaniu śledztwa, gdyż wyświetlanie technicznych przyczyn awarii mogło się przyczynić do dyskredytacji sowieckiej atomowej energetyki.

Oskarżeni

Na ławie oskarżonych znaleźliby się niechybnie także starszy operator reaktora, dwudziestosześcioletni inżynier Leonid Toptunow i kierownik zmiany bloku Aleksander Akimow, którym owej tragicznej nocy przyszło sterować reaktorem. Nie doszło do tego tylko z powodu ich męczeńskiej śmierci, którą – po dwóch tygodniach od wybuchu reaktora -ponieśli w moskiewskiej 6 klinice.Żony zmarłych operatorów: Akimowa i Toptunowa otrzymały zawiadomienie, że, w związku z zaistniałą sytuacją, postępowanie przeciwko ich mężom nie będzie podjęte ch żony zostały zawiadomione listownie, iż w zaistniałych okolicznościach żadne postępowanie przeciw nim nie zostanie wszczęte. Umarli wskutek porażenia ogromnymi dawkami promieniowania. Pozostawali na swych stanowiskach nawet wówczas, gdy już się skręcali z wymiotów… Toptunowowi nie pomógł także przeszczep- ofiarowanego mu przez ojca – szpiku, a Akimowowi – szpik brata – bliźniaka.

Proces

Atmosfera wokół sądu przypominała rozprawę nad kryminalistami: główną ulicę, prowadzącą do odremontowanego na tę okazję Domu Kultury, przegrodzono barierkami, zwiększono liczbę patroli. Było w tym coś z ponurej kafkowskiej scenerii: proces przy drzwiach otwartych, w silnie skażonej substancjami promieniotwórczymi, ogrodzonej drutem kolczastym zamkniętej strefie o promieniu 30 km. Władza działała zgodnie z duchem powziętej – po dwóch miesiącach od wybuchu reaktora – decyzji o nie rozgłaszaniu szczegółów awarii, wyników leczenia ludzi i stopnia porażenia promieniowaniem osób biorących udział w likwidacji jej skutków.

Na rozprawę dopuszczono 36 sowieckich korespondentów i 13 zagranicznych, lecz wyłącznie na dwie sesje: otwarcia i zamknięcia. Nie był to już jednakże okres kapturowych procesów lat trzydziestych. Pozostało wszakże z owych czasów bezprawia, głęboko zakorzenione przeświadczenie o potrzebie skazywania niewinnych, gdy wymagało tego „dobro sprawy”, tzn. za wszelką cenę nie dopuścić do „oskarżenia” sowieckiej nauki.

W tekście autorstwa kolegium redakcyjnego gazety „Prawda” – z 1 sierpnia 1987 – można było przeczytać:

„Poważną nauką, srogim ostrzeżeniem przed mazgajstwem, niezdyscyplinowaniem, nieodpowiedzialnym wykonywaniem służbowych obowiązków, stał się wyrok na winnych awarii elektrowni czarnobylskiej. Przesłuchano dziesiątki świadków i ofiar, zanalizowano materiały śledztwa, wyniki pracy komisji państwowej, wnioski ekspertów i specjalistów. Wszystko to pozwoliło jeszcze raz się przekonać o właściwych przyczynach awarii, odtworzyć prawdziwy obraz zdarzenia, niezbicie udowodnić winę podsądnych…”.

Pozostanie tajemnicą, w jaki sposób udało się między innymi udowodnić „naruszenie zasad bezpieczeństwa w przedsiębiorstwie szczególnie niebezpiecznym pod wzglądem wybuchowym”, do którego ani w owym czasie, ani teraz – elektrownie atomowe nie były i nie są zaliczane.

Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Sąd skazał W. Briuchanowa, N. Fomina, A. Diatłowa na dziesięć, B. Rogożkina (kierownika zmiany elektrowni, tej fatalnej nocy)- na pięć, A. Kowałenko – na trzy, a J. Łauszkina – na dwa lata pozbawienia wolności. Skazanych więzili, jak kryminalistów. Dyrektora Briuchanowa skierowano do kolonii karnej. Siedział wspólnie z pospolitymi przestępcami i kryminalistami, w otoczonym drutem kolczastym baraku z trzypiętrowymi pryczami.

Wyrok

29 lipca 1987 roku po trwającym blisko 22 dni postępowaniu sądowym Kolegium Sądu Najwyższego ZSRR ds. karnych uznało winnymi katastrofy: dyrektor elektrowni - Wiktor Briuchanow 10 lat więzienia, naczelnego inżyniera - Nikołaj Fomin, zastępcę naczelnego inżyniera jego zastępca ds. bloków 3 i 4 Anatolij Diatłow - 10 lat, kierownika zmiany - Borys Rogożkin 5 lat,kierownika drugiego działu reaktorowego 3 lata - Aleksander Kowalenko, inspektora Państwowego Dozoru Jądrowego oddelogowanego do czarnobyla 2 klata - Jurij Łauszkin. Na mocy artykułu 44 wszystkich pozbawiono prawa do apelacji. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów.

Reakcja oskarżony na wyrok

Zaczesane w tył siwe włosy, wąsy, przenikliwy, zimny wzrok - oto Wiktor Briuchanow; o swoim procesie mówił tak: "Nie, nie jestem winny. Wiem, że scenariusz został przygotowany przez władze wyższe. Wszystko przebiegło zgodnie z tym scenariuszem".

"With so many human deaths, I cannot say I am completely innocent," said Anatoly Dyatlov, 57, a former deputy chief engineer who was the only defendant who showed emotion at the trial. The former director, Viktor Bryukhanov, 51, told the court he was not guilty of safety violations but acknowledged that he had abused his powers.[1]

Dalsze losy oskarżonych

Los inż. Fomina był jeszcze cięższy: kilka lat odbywał wyrok w psychiatrycznym więziennym szpitalu . Nie pomogła diagnoza Instytutu Ogólnej Psychiatrii Sądowej im. prof. W.P. Serbskiego, kwalifikująca skazanego do zwolnienia od odbywania kary. A i pozostałym więźniom nie powodziło się zapewne lepiej.

Później, W. A. Żilcow – występujący na rozprawie w charakterze eksperta – wypowiedział się o niej zupełnie jednoznacznie:

„… Tak jak ja rozumiałem, jak rozumiała większość mych kolegów, gra toczyła się do jednej bramki: udowodnić w sposób niepodważalny winę personelu eksploatacyjnego, i jak widać z wyroku, udało się to w pełni. Twierdzę, iż właściwi winowajcy, twórcy apokalipsy, uniknęli kary. Na ławie oskarżonych znaleźli się szeregowi wykonawcy, którzy wywołali awarię nieświadomie…”.

N. A. Steinberg, pracownik elektrowni w Czarnobylu i uczestnik likwidacji awarii, późniejszy zastępca przewodniczącego Państwowego Komitetu ZSSR ds. Nadzoru nad Bezpieczeństwem Prac w Przemyśle i Energetyce Jądrowej ( dzisiaj, szef dozoru nad bezpieczeństwem jądrowym Ukrainy), wspominał:

„…Miało się wrażenie, iż proces odbywał się w pośpiechu, wielu spraw nie udało się wyjaśnić. Do dziś nie rozumiem, po co zostałem powołany na świadka. Przesłuchanie trwało nie więcej niż 10-15 minut. Szczegółowo odpowiedzieć na pytania i zadać je oskarżonym, członkom komisji, ekspertom – nie udało się . Teraz, gdy opublikowane zostały wyniki naszych i zagranicznych prac badawczych, stało się całkowicie jasne, iż nie same błędy obsługi doprowadziły do katastrofalnych skutków. Myślę, iż właściwiej by było przeprowadzić śledztwo dodatkowe. Prawda i sprawiedliwość powinny być przywrócone…”

Dwa lata później – na znak protestu przeciw sfingowanemu procesowi – wystąpił z partii.

W świetle obecnego stanu wiedzy, praktycznie wszystkie zarzuty odnośnie do błędnego lub niezgodnego z zasadami postępowania operatorów zostały również zrewidowane. Większość była bowiem sformułowana w perfidny sposób: na podstawie domniemanego pogwałcenia zasad, które wprowadzono do regulaminu dopiero po awarii. Anatolij Diatłow, po odsiedzeniu czterech lat więzienia, w emocjonalnym piśmie do MAEA podnosił m. in. i tę kwestię.

Postanowił dać świadectwo prawdzie i zainicjować kampanię oczyszczania siebie, swych kolegów i podwładnych (niektórych już pośmiertnie) – od bezpodstawnego zarzutu winy o spowodowanie katastrofy. Zapewne nikt lepiej od niego nie orientował się w sytuacji jaka owej fatalnej nocy zaistniała na reaktorze czwartego bloku. Był przecież odpowiedzialny za przebieg przeprowadzanego wówczas eksperymentu.

Dzisiaj, po tylu kłamstwach i przemilczeniach, już bardzo trudno ustalić, w jakim stopniu winę za awarię ponosili operatorzy. Po katastrofie nie tylko Rosjanie, ale i eksperci zachodni uznali, że zawinił człowiek. Z biegiem czasu opinia światowa nie była już tak jednomyślna. Odkryto wiele wypaczeń, błędnych interpretacji, przyznano, że reaktor nie odpowiadał normom bezpieczeństwa. W roku 1993 poddano rewizji sporządzony siedem lat wcześniej raport INSAG-1, w którym całą winą obarczono operatorów. Raport INSAG-7 złagodził ton, podniósł sprawę wadliwej konstrukcji reaktora, ale nie oczyścił z zarzutów Diatłowa, Akimowa i Toptunowa. Skazani nie mogli się jednak pogodzić z karą.[2]

Uwagi


Przypisy

  1. 1,0 1,1 http://articles.latimes.com/1987-07-08/news/mn-2679_1_chernobyl-plant
  2. Błąd w składni szablonu {{Cytuj stronę}}. Brak podanego tytułu cytowanej strony (parametr tytuł=|).Błąd Lua: Błąd wewnętrzny: Proces interpretera został zakończony z sygnałem "-129".