Proces Czarnobylski: Różnice pomiędzy wersjami

Z Czarnobyl Wiki
Skocz do: nawigacja, szukaj
(Utworzono nową stronę "mały|Od lewej: dyrektor elektrowni [[Wiktor Briuchanow, jego zastępca ds. bloków 3 i 4 Anatolij Diatłow oraz naczelny inżynier Nikołaj Fo...")
 
Linia 1: Linia 1:
 
[[Plik:Proces.PNG|mały|Od lewej: dyrektor elektrowni [[Wiktor Briuchanow]], jego zastępca ds. bloków 3 i 4 [[Anatolij Diatłow]] oraz naczelny inżynier [[Nikołaj Fomin]] podczas ogłoszenia wyroków skazujących.]]
 
[[Plik:Proces.PNG|mały|Od lewej: dyrektor elektrowni [[Wiktor Briuchanow]], jego zastępca ds. bloków 3 i 4 [[Anatolij Diatłow]] oraz naczelny inżynier [[Nikołaj Fomin]] podczas ogłoszenia wyroków skazujących.]]
 
[[Plik:HwzDJJj.jpg|mały|Główni oskarżeni: [[Wiktor Briuchanow]], [[Anatolij Diatłow]] oraz [[Nikołaj Fomin]] na ławie oskarżonych podczas trwania procesu.]]
 
[[Plik:HwzDJJj.jpg|mały|Główni oskarżeni: [[Wiktor Briuchanow]], [[Anatolij Diatłow]] oraz [[Nikołaj Fomin]] na ławie oskarżonych podczas trwania procesu.]]
'''Proces Czarnobylski'''  – sądowe postępowanie karne prowadzone od 7 do 29 lipca 1987 roku przeciwko osobom odpowiedzialnym za awarię bloku IV Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, 26 kwietnia 1986 roku toczone przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze.
+
'''Proces Czarnobylski'''  – sądowe postępowanie karne prowadzone od 7 do 29 lipca 1987 roku przeciwko osobom odpowiedzialnym za awarię bloku IV [[Czarnobylska Elektrownia Jądrowa|Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej]], 26 kwietnia 1986 roku toczone przed Sądem Najwyższym ZSRR w Moskwie.
 +
 
 +
== Geneza ==
 +
W niespełna cztery miesiące po awarii, przebieg oraz jej przyczyny zostały zawarte w sfabrykowanym, 370 stronicowym raporcie, przedstawionym ekspertom Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Trwający bez przerwy, pięciogodzinny referat wzbudził wielkie zainteresowanie pięćset osobowego gremium i uzyskał aprobatę nie tylko ekspertów Agencji, lecz także szerokiego kręgu specjalistów na świecie. Wynikała bowiem z niego jak się wydawało, logiczna sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do katastrofy. Przyjęli ją owacją na stojąco. Zachwycone były także media. Tytuł jednej z wiedeńskich gazet głosił: „Nareszcie radzieccy uczeni mówią prawdę.”
 +
 
 +
Uwiarygodniała ją również osoba referenta, wybitnego uczonego, wicedyrektora Instytutu Energii Atomowej im. I. W. Kurczatowa, akademika Walerego Legasowa. Był chemikiem, nie zajmował się w żadnym stopniu reaktorami typu czarnobylskiego. Zapewne jednak nie mógł odmówić powierzonego mu zadania. Tym bardziej, iż wchodził w skład państwowej komisji do zbadania katastrofy i ofiarnie – w ciągu prawie trzech miesięcy – uczestniczył w akcji jej likwidacji, podczas której został silnie napromieniony.
 +
 
 +
Świadome, jak dziś wiemy, przedstawienie niezgodnych z prawdą wydarzeń, pozwoliło obciążyć całą winą za katastrofę personel elektrowni, zdyskredytować go w opinii publicznej, ochronić przed odpowiedzialnością – wysoko postawionych w partyjnej hierarchii – uczonych, i tym sposobem nie dopuścić do zachwiania przekonania o prymacie sowieckiej nauki w świecie.
 +
 
 +
== Zarzuty ==
 +
 
 +
== Oskarżeni ==
 +
 
 +
== Proces ==
 +
 
 +
== Wyrok ==
  
 
W 1987 r. Kolegium Sądu Najwyższego ZSRR ds. karnych w procesie pokazowym uznało winnymi katastrofy: dyrektora elektrowni - Wiktora Briuchanowa, naczelnego inżyniera - Nikołaja Fomina, zastępcę naczelnego inżyniera - Anatolija Diatłowa, kierownika zmiany - Borysa Rogożkina,kierownika działu reaktorowego - Aleksandra Kowalenko, inspektora Państwowego Dozoru Jądrowego - Jurija Łauszkina. Na mocy artykułu 44 wszystkich pozbawiono prawa do apelacji. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Wszyscy zostali skazani na kary pozbawienia wolności na okresy o różnej długości, i według opinii współobywateli ponoszą ciężką moralną odpowiedzialność za największą katastrofę XX wieku.
 
W 1987 r. Kolegium Sądu Najwyższego ZSRR ds. karnych w procesie pokazowym uznało winnymi katastrofy: dyrektora elektrowni - Wiktora Briuchanowa, naczelnego inżyniera - Nikołaja Fomina, zastępcę naczelnego inżyniera - Anatolija Diatłowa, kierownika zmiany - Borysa Rogożkina,kierownika działu reaktorowego - Aleksandra Kowalenko, inspektora Państwowego Dozoru Jądrowego - Jurija Łauszkina. Na mocy artykułu 44 wszystkich pozbawiono prawa do apelacji. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Wszyscy zostali skazani na kary pozbawienia wolności na okresy o różnej długości, i według opinii współobywateli ponoszą ciężką moralną odpowiedzialność za największą katastrofę XX wieku.
 +
 +
Za "Czarnobyl" zostali skazani: Wiktor Briuchanow - dyrektor elektrowni - na 10 lat więzienia, Nikołaj Fomin - naczelny inżynier oraz Anatolij Diatłow - jego zastępca ds. bloków 3 i 4 - także na 10 lat, Borys Rogożkin - kierownik feralnej zmiany - na 5 lat, Aleksander Kowalenko - szef drugiego działu reaktorów - na 3 lata i Jurij Łauszkin - inspektor bezpieczeństwa oddelegowany do Czarnobyla - na 2 lata. Żony zmarłych operatorów: Akimowa i Toptunowa otrzymały zawiadomienie, że, w związku z zaistniałą sytuacją, postępowanie przeciwko ich mężom nie będzie podjęte
 +
 +
Zaczesane w tył siwe włosy, wąsy, przenikliwy, zimny wzrok - oto Wiktor Briuchanow; o swoim procesie mówił tak: "Nie, nie jestem winny. Wiem, że scenariusz został przygotowany przez władze wyższe. Wszystko przebiegło zgodnie z tym scenariuszem".
 +
 +
Sfabrykowano więc oskarżenie i postawiono przed sądem wyselekcjonowaną grupę kozłów ofiarnych, w tym m.in.: Wiktora Briuchanowa – dyrektora elektrowni, Nikołaja Fomina – naczelnego inżyniera, Anatolija Diatlowa – zastępcę naczelnego inżyniera, A. Kowałenko – kierownika zmiany elektrowni i J. Łauszkina – inspektora dozoru państwowego.
 +
 +
Na ławie oskarżonych znaleźliby się niechybnie także starszy operator reaktora, dwudziestosześcioletni inżynier Leonid Toptunow i kierownik zmiany bloku Aleksander Akimow, którym owej tragicznej nocy przyszło sterować reaktorem. Nie doszło do tego tylko z powodu ich męczeńskiej śmierci, którą – po dwóch tygodniach od wybuchu reaktora -ponieśli w moskiewskiej 6 klinice.
 +
 +
Ich żony zostały zawiadomione listownie, iż w zaistniałych okolicznościach żadne postępowanie przeciw nim nie zostanie wszczęte. Umarli wskutek porażenia ogromnymi dawkami promieniowania. Pozostawali na swych stanowiskach nawet wówczas, gdy już się skręcali z wymiotów… Toptunowowi nie pomógł także przeszczep- ofiarowanego mu przez ojca – szpiku, a Akimowowi – szpik brata – bliźniaka.
 +
 +
Atmosfera wokół sądu przypominała rozprawę nad kryminalistami: główną ulicę, prowadzącą do odremontowanego na tę okazję Domu Kultury, przegrodzono barierkami, zwiększono liczbę patroli. Było w tym coś z ponurej kafkowskiej scenerii: proces przy drzwiach otwartych, w silnie skażonej substancjami promieniotwórczymi, ogrodzonej drutem kolczastym zamkniętej strefie o promieniu 30 km.
 +
 +
Władza działała zgodnie z duchem powziętej – po dwóch miesiącach od wybuchu reaktora – decyzji o nie rozgłaszaniu szczegółów awarii, wyników leczenia ludzi i stopnia porażenia promieniowaniem osób biorących udział w likwidacji jej skutków.
 +
 +
Na rozprawę dopuszczono 36 sowieckich korespondentów i 13 zagranicznych, lecz wyłącznie na dwie sesje: otwarcia i zamknięcia. Nie był to już jednakże okres kapturowych procesów lat trzydziestych. Pozostało wszakże z owych czasów bezprawia, głęboko zakorzenione przeświadczenie o potrzebie skazywania niewinnych, gdy wymagało tego „dobro sprawy”, tzn. za wszelką cenę nie dopuścić do „oskarżenia” sowieckiej nauki.
 +
 +
W tekście autorstwa kolegium redakcyjnego gazety „Prawda” – z 1 sierpnia 1987 – można było przeczytać:
 +
 +
„Poważną nauką, srogim ostrzeżeniem przed mazgajstwem, niezdyscyplinowaniem, nieodpowiedzialnym wykonywaniem służbowych obowiązków, stał się wyrok na winnych awarii elektrowni czarnobylskiej. Przesłuchano dziesiątki świadków i ofiar, zanalizowano materiały śledztwa, wyniki pracy komisji państwowej, wnioski ekspertów i specjalistów. Wszystko to pozwoliło jeszcze raz się przekonać o właściwych przyczynach awarii, odtworzyć prawdziwy obraz zdarzenia, niezbicie udowodnić winę podsądnych…”.
 +
 +
Pozostanie tajemnicą, w jaki sposób udało się między innymi udowodnić „naruszenie zasad bezpieczeństwa w przedsiębiorstwie szczególnie niebezpiecznym pod wzglądem wybuchowym”, do którego ani w owym czasie, ani teraz – elektrownie atomowe nie były i nie są zaliczane.
 +
 +
Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Sąd skazał W. Briuchanowa, N. Fomina, A. Diatłowa na dziesięć, B. Rogożkina (kierownika zmiany elektrowni, tej fatalnej nocy)- na pięć, A. Kowałenko – na trzy, a J. Łauszkina – na dwa lata pozbawienia wolności. Skazanych więzili, jak kryminalistów. Dyrektora Briuchanowa skierowano do kolonii karnej. Siedział wspólnie z pospolitymi przestępcami i kryminalistami, w otoczonym drutem kolczastym baraku z trzypiętrowymi pryczami.
 +
 +
Los inż. Fomina był jeszcze cięższy: kilka lat odbywał wyrok w psychiatrycznym więziennym szpitalu . Nie pomogła diagnoza Instytutu Ogólnej Psychiatrii Sądowej im. prof. W.P. Serbskiego, kwalifikująca skazanego do zwolnienia od odbywania kary. A i pozostałym więźniom nie powodziło się zapewne lepiej.
 +
 +
Później, W. A. Żilcow – występujący na rozprawie w charakterze eksperta – wypowiedział się o niej zupełnie jednoznacznie:
 +
 +
„… Tak jak ja rozumiałem, jak rozumiała większość mych kolegów, gra toczyła się do jednej bramki: udowodnić w sposób niepodważalny winę personelu eksploatacyjnego, i jak widać z wyroku, udało się to w pełni. Twierdzę, iż właściwi winowajcy, twórcy apokalipsy, uniknęli kary. Na ławie oskarżonych znaleźli się szeregowi wykonawcy, którzy wywołali awarię nieświadomie…”.
 +
 +
N. A. Steinberg, pracownik elektrowni w Czarnobylu i uczestnik likwidacji awarii, późniejszy zastępca przewodniczącego Państwowego Komitetu ZSSR ds. Nadzoru nad Bezpieczeństwem Prac w Przemyśle i Energetyce Jądrowej ( dzisiaj, szef dozoru nad bezpieczeństwem jądrowym Ukrainy), wspominał:
 +
 +
„…Miało się wrażenie, iż proces odbywał się w pośpiechu, wielu spraw nie udało się wyjaśnić. Do dziś nie rozumiem, po co zostałem powołany na świadka. Przesłuchanie trwało nie więcej niż 10-15 minut. Szczegółowo odpowiedzieć na pytania i zadać je oskarżonym, członkom komisji, ekspertom – nie udało się . Teraz, gdy opublikowane zostały wyniki naszych i zagranicznych prac badawczych, stało się całkowicie jasne, iż nie same błędy obsługi doprowadziły do katastrofalnych skutków. Myślę, iż właściwiej by było przeprowadzić śledztwo dodatkowe. Prawda i sprawiedliwość powinny być przywrócone…”
 +
 +
Dwa lata później – na znak protestu przeciw sfingowanemu procesowi – wystąpił z partii.
 +
 +
Sąd wprawdzie postanowił wszcząć osobne postępowanie w odniesieniu do osób odpowiedzialnych za projekt reaktora, jednakże do tego nigdy nie doszło. Władza nie była zainteresowana w rozszerzaniu śledztwa, gdyż wyświetlanie technicznych przyczyn awarii mogło się przyczynić do dyskredytacji sowieckiej atomowej energetyki.
 +
 +
W świetle obecnego stanu wiedzy, praktycznie wszystkie zarzuty odnośnie do błędnego lub niezgodnego z zasadami postępowania operatorów zostały również zrewidowane. Większość była bowiem sformułowana w perfidny sposób: na podstawie domniemanego pogwałcenia zasad, które wprowadzono do regulaminu dopiero po awarii. Anatolij Diatłow, po odsiedzeniu czterech lat więzienia, w emocjonalnym piśmie do MAEA podnosił m. in. i tę kwestię.
 +
 +
Postanowił dać świadectwo prawdzie i zainicjować kampanię oczyszczania siebie, swych kolegów i podwładnych (niektórych już pośmiertnie) – od bezpodstawnego zarzutu winy o spowodowanie katastrofy. Zapewne nikt lepiej od niego nie orientował się w sytuacji jaka owej fatalnej nocy zaistniała na reaktorze czwartego bloku. Był przecież odpowiedzialny za przebieg przeprowadzanego wówczas eksperymentu.
 +
 +
== Uwagi ==
 +
<references group="uwagi" />
 +
 +
== Przypisy ==
 +
<references />

Wersja z 21:21, 18 lut 2017

Błąd przy generowaniu miniatury Brak pliku
Od lewej: dyrektor elektrowni Wiktor Briuchanow, jego zastępca ds. bloków 3 i 4 Anatolij Diatłow oraz naczelny inżynier Nikołaj Fomin podczas ogłoszenia wyroków skazujących.
Błąd przy generowaniu miniatury Brak pliku
Główni oskarżeni: Wiktor Briuchanow, Anatolij Diatłow oraz Nikołaj Fomin na ławie oskarżonych podczas trwania procesu.

Proces Czarnobylski – sądowe postępowanie karne prowadzone od 7 do 29 lipca 1987 roku przeciwko osobom odpowiedzialnym za awarię bloku IV Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, 26 kwietnia 1986 roku toczone przed Sądem Najwyższym ZSRR w Moskwie.

Geneza

W niespełna cztery miesiące po awarii, przebieg oraz jej przyczyny zostały zawarte w sfabrykowanym, 370 stronicowym raporcie, przedstawionym ekspertom Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Trwający bez przerwy, pięciogodzinny referat wzbudził wielkie zainteresowanie pięćset osobowego gremium i uzyskał aprobatę nie tylko ekspertów Agencji, lecz także szerokiego kręgu specjalistów na świecie. Wynikała bowiem z niego jak się wydawało, logiczna sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do katastrofy. Przyjęli ją owacją na stojąco. Zachwycone były także media. Tytuł jednej z wiedeńskich gazet głosił: „Nareszcie radzieccy uczeni mówią prawdę.”

Uwiarygodniała ją również osoba referenta, wybitnego uczonego, wicedyrektora Instytutu Energii Atomowej im. I. W. Kurczatowa, akademika Walerego Legasowa. Był chemikiem, nie zajmował się w żadnym stopniu reaktorami typu czarnobylskiego. Zapewne jednak nie mógł odmówić powierzonego mu zadania. Tym bardziej, iż wchodził w skład państwowej komisji do zbadania katastrofy i ofiarnie – w ciągu prawie trzech miesięcy – uczestniczył w akcji jej likwidacji, podczas której został silnie napromieniony.

Świadome, jak dziś wiemy, przedstawienie niezgodnych z prawdą wydarzeń, pozwoliło obciążyć całą winą za katastrofę personel elektrowni, zdyskredytować go w opinii publicznej, ochronić przed odpowiedzialnością – wysoko postawionych w partyjnej hierarchii – uczonych, i tym sposobem nie dopuścić do zachwiania przekonania o prymacie sowieckiej nauki w świecie.

Zarzuty

Oskarżeni

Proces

Wyrok

W 1987 r. Kolegium Sądu Najwyższego ZSRR ds. karnych w procesie pokazowym uznało winnymi katastrofy: dyrektora elektrowni - Wiktora Briuchanowa, naczelnego inżyniera - Nikołaja Fomina, zastępcę naczelnego inżyniera - Anatolija Diatłowa, kierownika zmiany - Borysa Rogożkina,kierownika działu reaktorowego - Aleksandra Kowalenko, inspektora Państwowego Dozoru Jądrowego - Jurija Łauszkina. Na mocy artykułu 44 wszystkich pozbawiono prawa do apelacji. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Wszyscy zostali skazani na kary pozbawienia wolności na okresy o różnej długości, i według opinii współobywateli ponoszą ciężką moralną odpowiedzialność za największą katastrofę XX wieku.

Za "Czarnobyl" zostali skazani: Wiktor Briuchanow - dyrektor elektrowni - na 10 lat więzienia, Nikołaj Fomin - naczelny inżynier oraz Anatolij Diatłow - jego zastępca ds. bloków 3 i 4 - także na 10 lat, Borys Rogożkin - kierownik feralnej zmiany - na 5 lat, Aleksander Kowalenko - szef drugiego działu reaktorów - na 3 lata i Jurij Łauszkin - inspektor bezpieczeństwa oddelegowany do Czarnobyla - na 2 lata. Żony zmarłych operatorów: Akimowa i Toptunowa otrzymały zawiadomienie, że, w związku z zaistniałą sytuacją, postępowanie przeciwko ich mężom nie będzie podjęte

Zaczesane w tył siwe włosy, wąsy, przenikliwy, zimny wzrok - oto Wiktor Briuchanow; o swoim procesie mówił tak: "Nie, nie jestem winny. Wiem, że scenariusz został przygotowany przez władze wyższe. Wszystko przebiegło zgodnie z tym scenariuszem".

Sfabrykowano więc oskarżenie i postawiono przed sądem wyselekcjonowaną grupę kozłów ofiarnych, w tym m.in.: Wiktora Briuchanowa – dyrektora elektrowni, Nikołaja Fomina – naczelnego inżyniera, Anatolija Diatlowa – zastępcę naczelnego inżyniera, A. Kowałenko – kierownika zmiany elektrowni i J. Łauszkina – inspektora dozoru państwowego.

Na ławie oskarżonych znaleźliby się niechybnie także starszy operator reaktora, dwudziestosześcioletni inżynier Leonid Toptunow i kierownik zmiany bloku Aleksander Akimow, którym owej tragicznej nocy przyszło sterować reaktorem. Nie doszło do tego tylko z powodu ich męczeńskiej śmierci, którą – po dwóch tygodniach od wybuchu reaktora -ponieśli w moskiewskiej 6 klinice.

Ich żony zostały zawiadomione listownie, iż w zaistniałych okolicznościach żadne postępowanie przeciw nim nie zostanie wszczęte. Umarli wskutek porażenia ogromnymi dawkami promieniowania. Pozostawali na swych stanowiskach nawet wówczas, gdy już się skręcali z wymiotów… Toptunowowi nie pomógł także przeszczep- ofiarowanego mu przez ojca – szpiku, a Akimowowi – szpik brata – bliźniaka.

Atmosfera wokół sądu przypominała rozprawę nad kryminalistami: główną ulicę, prowadzącą do odremontowanego na tę okazję Domu Kultury, przegrodzono barierkami, zwiększono liczbę patroli. Było w tym coś z ponurej kafkowskiej scenerii: proces przy drzwiach otwartych, w silnie skażonej substancjami promieniotwórczymi, ogrodzonej drutem kolczastym zamkniętej strefie o promieniu 30 km.

Władza działała zgodnie z duchem powziętej – po dwóch miesiącach od wybuchu reaktora – decyzji o nie rozgłaszaniu szczegółów awarii, wyników leczenia ludzi i stopnia porażenia promieniowaniem osób biorących udział w likwidacji jej skutków.

Na rozprawę dopuszczono 36 sowieckich korespondentów i 13 zagranicznych, lecz wyłącznie na dwie sesje: otwarcia i zamknięcia. Nie był to już jednakże okres kapturowych procesów lat trzydziestych. Pozostało wszakże z owych czasów bezprawia, głęboko zakorzenione przeświadczenie o potrzebie skazywania niewinnych, gdy wymagało tego „dobro sprawy”, tzn. za wszelką cenę nie dopuścić do „oskarżenia” sowieckiej nauki.

W tekście autorstwa kolegium redakcyjnego gazety „Prawda” – z 1 sierpnia 1987 – można było przeczytać:

„Poważną nauką, srogim ostrzeżeniem przed mazgajstwem, niezdyscyplinowaniem, nieodpowiedzialnym wykonywaniem służbowych obowiązków, stał się wyrok na winnych awarii elektrowni czarnobylskiej. Przesłuchano dziesiątki świadków i ofiar, zanalizowano materiały śledztwa, wyniki pracy komisji państwowej, wnioski ekspertów i specjalistów. Wszystko to pozwoliło jeszcze raz się przekonać o właściwych przyczynach awarii, odtworzyć prawdziwy obraz zdarzenia, niezbicie udowodnić winę podsądnych…”.

Pozostanie tajemnicą, w jaki sposób udało się między innymi udowodnić „naruszenie zasad bezpieczeństwa w przedsiębiorstwie szczególnie niebezpiecznym pod wzglądem wybuchowym”, do którego ani w owym czasie, ani teraz – elektrownie atomowe nie były i nie są zaliczane.

Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępczych czynów. Sąd skazał W. Briuchanowa, N. Fomina, A. Diatłowa na dziesięć, B. Rogożkina (kierownika zmiany elektrowni, tej fatalnej nocy)- na pięć, A. Kowałenko – na trzy, a J. Łauszkina – na dwa lata pozbawienia wolności. Skazanych więzili, jak kryminalistów. Dyrektora Briuchanowa skierowano do kolonii karnej. Siedział wspólnie z pospolitymi przestępcami i kryminalistami, w otoczonym drutem kolczastym baraku z trzypiętrowymi pryczami.

Los inż. Fomina był jeszcze cięższy: kilka lat odbywał wyrok w psychiatrycznym więziennym szpitalu . Nie pomogła diagnoza Instytutu Ogólnej Psychiatrii Sądowej im. prof. W.P. Serbskiego, kwalifikująca skazanego do zwolnienia od odbywania kary. A i pozostałym więźniom nie powodziło się zapewne lepiej.

Później, W. A. Żilcow – występujący na rozprawie w charakterze eksperta – wypowiedział się o niej zupełnie jednoznacznie:

„… Tak jak ja rozumiałem, jak rozumiała większość mych kolegów, gra toczyła się do jednej bramki: udowodnić w sposób niepodważalny winę personelu eksploatacyjnego, i jak widać z wyroku, udało się to w pełni. Twierdzę, iż właściwi winowajcy, twórcy apokalipsy, uniknęli kary. Na ławie oskarżonych znaleźli się szeregowi wykonawcy, którzy wywołali awarię nieświadomie…”.

N. A. Steinberg, pracownik elektrowni w Czarnobylu i uczestnik likwidacji awarii, późniejszy zastępca przewodniczącego Państwowego Komitetu ZSSR ds. Nadzoru nad Bezpieczeństwem Prac w Przemyśle i Energetyce Jądrowej ( dzisiaj, szef dozoru nad bezpieczeństwem jądrowym Ukrainy), wspominał:

„…Miało się wrażenie, iż proces odbywał się w pośpiechu, wielu spraw nie udało się wyjaśnić. Do dziś nie rozumiem, po co zostałem powołany na świadka. Przesłuchanie trwało nie więcej niż 10-15 minut. Szczegółowo odpowiedzieć na pytania i zadać je oskarżonym, członkom komisji, ekspertom – nie udało się . Teraz, gdy opublikowane zostały wyniki naszych i zagranicznych prac badawczych, stało się całkowicie jasne, iż nie same błędy obsługi doprowadziły do katastrofalnych skutków. Myślę, iż właściwiej by było przeprowadzić śledztwo dodatkowe. Prawda i sprawiedliwość powinny być przywrócone…”

Dwa lata później – na znak protestu przeciw sfingowanemu procesowi – wystąpił z partii.

Sąd wprawdzie postanowił wszcząć osobne postępowanie w odniesieniu do osób odpowiedzialnych za projekt reaktora, jednakże do tego nigdy nie doszło. Władza nie była zainteresowana w rozszerzaniu śledztwa, gdyż wyświetlanie technicznych przyczyn awarii mogło się przyczynić do dyskredytacji sowieckiej atomowej energetyki.

W świetle obecnego stanu wiedzy, praktycznie wszystkie zarzuty odnośnie do błędnego lub niezgodnego z zasadami postępowania operatorów zostały również zrewidowane. Większość była bowiem sformułowana w perfidny sposób: na podstawie domniemanego pogwałcenia zasad, które wprowadzono do regulaminu dopiero po awarii. Anatolij Diatłow, po odsiedzeniu czterech lat więzienia, w emocjonalnym piśmie do MAEA podnosił m. in. i tę kwestię.

Postanowił dać świadectwo prawdzie i zainicjować kampanię oczyszczania siebie, swych kolegów i podwładnych (niektórych już pośmiertnie) – od bezpodstawnego zarzutu winy o spowodowanie katastrofy. Zapewne nikt lepiej od niego nie orientował się w sytuacji jaka owej fatalnej nocy zaistniała na reaktorze czwartego bloku. Był przecież odpowiedzialny za przebieg przeprowadzanego wówczas eksperymentu.

Uwagi


Przypisy